Mam na imię Dimo, mam 38 lat i pochodzę z Saloniki. Dorastałem blisko morza, w mieście, w którym kawa potrafi trwać dwie godziny, kolację je się późno, a słońce przez większą część roku nie jest czymś, na co trzeba specjalnie czekać.
Do Polski przyjechałem 10 lat temu. Nie miałem wtedy wielkiego planu pod tytułem „zostaję tu na zawsze”. Chciałem spróbować życia w innym kraju, poznać ludzi i zobaczyć Europę trochę inaczej niż z perspektywy Grecji. Pierwszy był Wrocław. Tam nauczyłem się, że „zaraz” po polsku znaczy coś zupełnie innego niż greckie se lígo, przeżyłem pierwszą prawdziwą zimę i zacząłem rozumieć, dlaczego Polacy tak bardzo cieszą się z pierwszych ciepłych dni.
Z czasem Polska przestała być dla mnie krajem, w którym „tymczasowo mieszkam”. Poznałem moją żonę, która jest Polką. Dziś mamy dwoje dzieci, a nasze życie jest mieszanką dwóch kultur. W domu spotykają się polskie i greckie zwyczaje, dwa temperamenty i trochę inne podejście do jedzenia, czasu, rodziny czy odpoczynku.
Po kilku latach przenieśliśmy się do Warszawy. Lubię jej energię, ale nie jestem człowiekiem, który poznaje Polskę tylko przez duże miasta. Kiedy mogę, ruszam w drogę. Jeżdżę po Dolnym Śląsku, Mazurach, górach, małych miejscowościach i miejscach, których Grek zwykle nie znajdzie w pierwszym przewodniku po Polsce.
Po dekadzie nadal potrafię spojrzeć na Polskę trochę z boku. Widzę rzeczy, których Polacy często już nie zauważają, bo są dla nich normalne. Jednocześnie znam ten kraj wystarczająco dobrze, żeby nie patrzeć na niego jak turysta po weekendzie w Krakowie.
Piszę o Polsce oczami Greka, który miał zostać na chwilę, a został na dobre. O różnicach między Grecją i Polską, codziennym życiu, podróżach, rodzinie i tych małych rzeczach, które najlepiej pokazują, czym naprawdę różnią się nasze dwa kraje.